Wszystkie »

  • Wpisów:7
  • Średnio co: 142 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:12
  • Licznik odwiedzin:1 688 / 1139 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Elo
Byłam dzisiaj u Wery i poszłyśmy na spacer i znowu robiłam zdjęcia ja taki fotograf
 

 
- Chcesz coś powiedzieć przed śmiercią, maleńka?
- Pierdol się- mówiąc to splunęłam mu w twarz resztkami krwi. Lucas zawył z wściekłości i podniósł swój nóż celując nim prosto w moje serce.
Nagle poczułam niewyobrażalny przypływ sił. Ból stał się w tym momencie nieistotny, chciałam znaleźć się po drugiej stronie drzwi, jak najdalej od Lucasa. Mężczyzna wziął zamach, chcąc zadać mi ostateczny cios, jednak okazałam się szybsza i kopnęłam go w brzuch. Lucas cofnął się kilka kroków oszołomiony. Korzystając z okazji wyrwałam mu z ręki nóż i wbiłam mu go w udo. Lucas krzyknął, cofnął się i upadł. Nie przejmując się wołaniami o pomoc mężczyzny i falą przekleństw wydobywających się z jego ust zaczęłam iść w stronę drzwi. Znajdowałam się coraz bliżej wyjścia, ból stawał się coraz gorszy. Przystanęłam na chwilę, by zobaczyć co stało się z Lucasem. Leżał martwy w kałuży krwi. Dobrze mu tak, pomyślałam i poszłam dalej. Stanęłam przed drzwiami, wzięłam głęboki wdech i przestąpiłam próg. Przeszłam może z dwa kroki i zaczęłam spadać. Byłam całkowicie oszołomiona, nie wiedziałam co dzieje się ze mną i z moim ciałem. Gdzieś z oddali miękki, kobiecy głos wołał moje imię. Z każdą chwilą krzyki stawały się coraz wyraźniejsze, ktoś szarpnął mnie za ramię. Obudziłam się.
-Margaret, wszystko dobrze?- Emily wyglądała, jakby miała za chwilę zemdleć
-Tak… Miałam zły sen. Jutro Ci o nim opowiem.
- No dobrze- twarz dziewczyny lekko złagodniała. Pocałowała mnie delikatnie w usta i przyciągnęła do siebie. Kilka minut później spałam spokojnie w jej drobnych ramionach.
 

 

Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Chciałam na chwilę się zatrzymać, odpocząć, ale nie mogłam. On był coraz bliżej, czułam to. Biegłam dalej. W płucach czułam nieprzyjemne kłucie, nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Nagle, jakieś sto metrów przede mną dostrzegłam lekko uchylone drzwi. Muszę do nich dobiec, pomyślałam, wtedy będę wolna. Odwróciłam na chwilę głowę, by zobaczyć, jak daleko jest mój oprawca. Jeśli mnie dogoni, zginę. Był jakieś czterdzieści metrów ode mnie. Przez ułamek sekundy na jego twarzy widziałam złowieszczy uśmiech, w ręce trzymał ociekający krwią nóż. Nasze kroki echem odbijały się od ścian ciemnego korytarza. Jedyne światło dawały zawieszone co kilkanaście metrów stare, brudne lampy. Byłam coraz bliżej drzwi, gdy nagle nadepnęłam na sznurówkę i przewróciłam się. Poczułam ból w kostce, mimo to wstałam i zaczęłam kuśtykać w stronę drzwi. Mój oprawca zaczął złowieszczo rechotać. Był coraz bliżej, coraz wyraźniej słyszałam jego kroki. Wiedziałam, że zaraz umrę. Czyjaś ręka złapała mnie za włosy i pociągnęła do tyłu. Przewróciłam się. Postać nade mną zaczęła się śmiać. Dostałam kopniaka w żebra. Usłyszałam trzask. Z mojego gardła dobył się przeraźliwy krzyk. Powoli obróciłam się na plecy. Lucas, bo tak nazwałam mężczyznę, stał nade mną i patrzył prosto w moje przerażone, błękitne oczy. Leżałam tak w bezruchu dłuższą chwilę. Dlaczego on mnie jeszcze nie zabił? Ból złamanego żebra był nie do zniesienia. Z ust pociekła mi strużka ciepłej krwi. Lucas patrzył na mnie i uśmiechał się złowrogo. Już za chwilę będzie po mnie pomyślałam, zamknęłam oczy. Mężczyzna złapał mnie za przód bluzki, podniósł i przycisnął do ściany.
  • awatar Gość: KRZYK wpakowalam sie w maliny Bez zadnej godnej przyczyny Wpakowalam sie w tarapaty Ponioslam wielkie straty Tato mnie zostawił, matka zignorowala A w lesie pelnym dzikow ich córeczka zostala Zrozpaczone oczy nie wiedzą juz, gdzie patrzec Choroba zżera, nie ma komu pleców natrzec Nie ma komu lekow podac Nie ma komu ogrzac i otuchy dodac Ciemno wszedzie, mrozem wieje - Lecz oni w cieple mieszkają, nie wiedzą, co sie dzieje... Wnetrznosci goraczką spalone Oczy do czerwonosci rozpalone Oddech cieżki i zanikajacy - Maly plomyk zycia powoli gasnący... Żegnaj, kochany kwiatuszku paproci Pelen ciepla i zyciowej dobroci Co żem Cię cale zycie szukala - Lecz tak bardzo się na tym oszukała...
  • awatar Gość: KRZYK wpakowalam sie w maliny Bez zadnej godnej przyczyny Wpakowalam sie w tarapaty Ponioslam wielkie straty Tato mnie zostawił, matka zignorowala A w lesie pelnym dzikow zostala dziewczynka mala Zrozpaczone oczy nie wiedzą juz, gdzie patrzec Choroba zzera, nie ma komu ple ow natrzec Nie ma komu lekow podac Nie ma komu ogrzac i otuchy dodac Ciemno wszedzie, mrozem wieje - Lecz oni w cieple mieszkają, nie wiedzą, co sie dzieje... Wnetrznosci goraczką spalone Oczy do czerwonosci rozpalone Oddech cieżki i zanikajacy - Maly plomyk zycia powoli gasnący... Żegnaj, kochany kwiatuszku paproci Pelen ciepla i zyciowej dobroci Co żem Cię cale zycie szukala - Lecz tak bardzo się na tym oszukała...
  • awatar ~Fabulous~: ale świetnie piszesz <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hejo
Co tam?
Dopiero miesiąc w szkole, a ja już zużyłam większość nieprzygotowań

A tak w ogóle to zakochałam się w tej piosence
 

 
Taki fotograf